Ścieżka życia i dźwięku

Gdy mały Jan przyjechał z rodzicami do Oslo, nie przypuszczał, że za kilka dekad jego nazwisko będzie wymieniane jednym tchem obok największych tuzów światowego jazzu. Dorastał w skromnym mieszkaniu na przedmieściach, a miłość do muzyki zaszczepił mu ojciec, Polak z Warszawy, który po wojnie trafił do Norwegii i zakochał się w kraju fiordów. Rodzinna atmosfera pełna melodii i literatury ukształtowała wrażliwość młodego Garbarka, który zafascynowany radiowymi transmisjami koncertów Duke’a Ellingtona rozpoczął naukę gry na saksofonie. Już jako piętnastolatek zgarnął pierwszą nagrodę podczas lokalnego konkursu talentów, co zniosło go na ścieżkę profesjonalnej kariery. Kolejne lata to mocny rozwój techniki i rozpoznanie przez środowisko jazzowe: w 1967 roku nagrał debiutancki album «Til Vigdis», zainspirowany brzmieniem free jazzu i awangardy Johna Coltrane’a, ale z każdym kolejnym projektem słychać było, że szuka własnego tonu. Jego przełom nastąpił wraz z kontraktem z monachijską wytwórnią ECM – tu znalazł partnera w producentach pragnących ciszy i przestrzeni tak mocno, jak on sam. Nagrania w studio Rainbow we Oslo, gdzie powstały m.in. «Afric Pepperbird» oraz «Dis», zaczęły podróżować po świecie, trafiając na anteny radiowe i kolekcje melomanów, którzy wcześniej nie interesowali się jazzem.

Artysta na styku kultur

Garbarek od początku wymykał się prostym etykietom. Z jednej strony fascynowała go tradycja nordyckich pieśni ludowych, z drugiej – gorący puls afrykańskiej rytmiki. Dzięki otwartości na eksperymenty szybko nawiązał współpracę z gigantami światowej sceny: Keithem Jarrettem, Chickiem Coreą, a także gitarzystą Johnem McLaughlinem. Jednak to własne projekty z początku lat osiemdziesiątych wyznaczyły kierunek jego dalszej twórczości; w albumie «Paths, Prints» słychać już krystalicznie czystą przestrzeń, natomiast «Legend Of The Seven Dreams» pokazuje fascynację mitologią i narracją. W tytułowym utworze saksofon Garbarka wije się niczym mgła nad jeziorami, a słuchacz niemal czuje zapach żywicy i wilgotnej ziemi. W 1994 roku artysta zadziwił świat wydaniem «Officium», gdzie połączył saksofon z średniowiecznymi pieśniami chóralnymi. Płyta odniosła imponujący sukces komercyjny, a krytycy uznali ją za kamień milowy w historii fuzji muzyki dawnej z improwizacją. Garbarek powiedział wtedy w wywiadzie, że wreszcie udało mu się «zamknąć echo katedry w stalowym korpusie saksofonu», a słuchacze zrozumieli, że przed nimi artysta wyjątkowy, szukający sensu w miejscach, o których inni nawet nie pomysleli.

Dziedzictwo utrwalone na płytach

Dyskografia Jana Garbarka obejmuje kilkadziesiąt tytułów, z których każdy opowiada inną historię, lecz wszystkie łączy poszukiwanie piękna w prostocie i głębi w milczeniu. Od awangardowych początków po kameralne spotkania z The Hilliard Ensemble – każda płyta stanowi świadectwo nieustannego dialogu z otaczającym światem. «Twelve Moons» z 1993 roku zabiera słuchacza na roczną wędrówkę przez pory roku, «In Praise of Dreams» splata elektronikę ze smyczkami, a najnowsze nagrania live z Trilokiem Gurtu pokazują, że Garbarek wciąż odkrywa nieznane obszary rytmiczne. Choć nie wizytuje mediów tak często jak młodsi koledzy, każde jego nagranie staje się wydarzeniem. W recenzjach powtarza się opinia, że Norweg nagrywa tylko wtedy, gdy ma coś istotnego do powiedzenia, i może dlatego nawet po latach od premiery jego albumy brzmią świeżo, a słuchacz ma wrażenie, że rozpoczyna prywatną rozmowę z artystą. To dziedzictwo, które z pewnością będzie inspirować kolejne pokolenia twórców poszukujących w muzyce ciszy, przestrzeni i prawdy.